27 marca 2014

Rozdział 15




              Więc oto nadszedł ten dzień, w którym prawda miała ujrzeć światło dzienne. Wydawać by się mogło, że miała wystarczająco dużo czasu, by wyznać wszystko to, co leżało jej na sercu i od samego początku być fair wobec człowieka, którego tak szybko i szczerze pokochała. A jednak tego nie zrobiła. Nie potrafiła. Łudząc się, że chociaż raz w życiu będzie miała opatrzność po swojej stronie, uparcie milczała przez co wręczyła jej najsilniejszą broń. Dokładnie dzisiejszego wieczoru los powiedział stop i zdecydował za nią. W tej chwili nie odpuszczała do siebie myśli, że tak naprawdę powinna być wdzięczna iż tym zrządzeniem losu znaleźli się w jednym miejscu i tym samym została pozbawiona najmniejszej szansy na ucieczkę. Nie mogła się już wycofać, bo wtedy zrzuciłaby na siebie jeszcze gorsze oskarżenia niż te, które już teraz mogła wyczytać z twarzy Słoweńca. Nigdy nie miała w sobie pewności czy kiedykolwiek nabierze dość odwagi, aby powiedzieć mu prawdę. Trudno jest bowiem znaleźć odpowiedni moment na powiedzenie ukochanej osobie o swojej nieuchronnie zbliżającej się śmierci. Być może opatrzność przewidziała jej niezdecydowanie.
              Wieczność trwało zanim palące spojrzenie chłopaka zsunęło się z jej twarzy w dół, na zaciśniętą w dłoni strzykawkę. Lucy wstrzymała oddech wpatrując się w ich wspólne odbicie w lustrze i czekała na to co bezspornie miało się zdarzyć. Miała wrażenie, że czas nagle stanął w miejscu. Na te kilkanaście sekund, w których będzie musiała wreszcie zmierzyć się z prawdą, wstrzymał swój bieg i nadstawił uszu, by nie przeoczyć żadnego z szeptanych słów wyjaśnień. Otrzymała zaledwie tej jeden, krótki moment na podjęcie decyzji, bo kiedy Jurij ponownie podniósł na nią wzrok, czas z impetem ruszył naprzód. Z narastającym lękiem patrzyła jak w jego oczach gaśnie początkowe zaskoczenie, a w zatrważającym tempie rodzi się niesmak. Nie mogła go za to winić, doskonale zdawała sobie sprawę z tego jak teraz wyglądała i do jakich wniosków doszedł widząc ją w takim stanie. To była jej własna porażka, bo milcząc sama do niej doprowadziła i tylko do siebie samej mogła mieć teraz pretensje. Zawartość strzykawki, którą niczym dowód na swoją winę ściskała wciąż w dłoni, uśmierzyła nieco ból, ale rozczarowanie odbijające się w jego źrenicach było tym, czego nie jest w stanie ukoić żaden lek. Zanim zdołała wydusić z siebie chociażby jego imię, odwrócił się na pięcie i skierował do wyjścia. Chciał jak najszybciej znaleźć się z dala od osoby, która w tym momencie była synonimem największej pomyłki i zawodu jaki można uczynić drugiemu człowiekowi. Nie potrafił patrzeć w te odurzone źrenice i chociażby próbować słuchać jej kolejnych kłamstw, którymi najpewniej będzie go karmić. Mylił się sądząc, że to najgorsze co mogło spotkać go w tamtym dniu. Nie przewidział, że zaledwie ułamek sekundy wystarczy, by po raz kolejny przewrócić jego świat do góry nogami i całkowicie przewartościować własne potrzeby i priorytety.
         Wpadła w panikę, kiedy zaczął się oddalać. To jednoznacznie potwierdzało jej przypuszczenia odnośnie tego jak bardzo ją znienawidził.  Ucieczka była gorsza niż gdyby zaczął jej teraz ubliżać. Nagle zrozumiała, że nigdy nie będzie bardziej odpowiedniego momentu niż ten. Jeśli teraz pozwoli mu odejść zabije ostatnią rzecz jaka trzyma ją przy życiu i pomaga bardziej niż te wszystkie medykamenty, które przywiozła ze sobą. One pomagają jedynie choremu ciału, Jurij jest niczym balsam na serce i duszę. Dopiero teraz zrozumiała, że zasługuje na prawdę. Zebrała zatem w sobie wszystkie siły jakie jej pozostały i modląc się w duchu, by drżący głos nie uwolnił wzbierających łez, wyjawiła swój sekret.
- Mam białaczkę! – szepnęła ciszej niż zamierzała.
             Zesztywniał, zatrzymując się w pół kroku. Nie odwrócił się od razu, ale musiał dosłyszeć jej cichy szept, bo mimowolnie zacisnął obie dłonie w pięści. Trudno było mu uwierzyć w to co właśnie powiedziała, zwłaszcza jeśli w jego myślach za każdym razem jawiła się jako uśmiechnięta i pełna życia dziewczyna. Był to obraz tak niepasujący do tych słów, że przez chwile chciał roześmiać jej się w twarz. Będąc pewnym iż jest to typowe wytłumaczenie osób uzależnionych, przyłapanych na gorącym uczynku, które wciąż próbują się wybielić. Łatwiej było bowiem zaufać tej pierwszej myśli, gdy zobaczył jak wstrzykuje sobie coś do żyły niż zaakceptować ostateczność, z którą przyjdzie mu się zmierzyć. Zwyczajnie nie chciał, by to co powiedziała okazało się zgodne z rzeczywistością. I pewnie gdyby nie zdruzgotana mina Lucy, nigdy nie dałby wiary tym słowom.
Słowom, które właśnie roztrzaskały jego uporządkowany świat w drobny mak.
                Tę rozmowę przeżywała we własnych myślach tysiące razy i na tyleż różnych sposobów, ale żaden, nawet najgorszy ze scenariuszy nie przewidywał takiej sytuacji jak ta, w której właśnie się znaleźli. Jurij miał poznać prawdę w odpowiednim momencie i zdecydowanie w innych okolicznościach niż te dzisiejsze. A jednak następny kwadrans spędza w jego silnych ramionach, opowiadając mu swoją historię. Nie pomija już żadnej kwestii, brutalnie rujnując błędne wyobrażenie chłopaka o jej szczęśliwym i bezproblemowym życiu. Jego lewa dłoń przez cały czas kreśli kojące koła na plecach dziewczyny, a drugą zaplótł z jej chudymi palcami, które drżą podobnie jak ona cała.
- Przecież bierzesz leki… medycyna wciąż się rozwija…- głos mu się załamał i nie dokończył swojej myśli, ale i bez tego wiedziała, co chciał jej powiedzieć. Wciąż miał w sobie tą nadzieję, której ona już dawno się wyzbyła. Chciała móc powiedzieć, że ma rację, że jest dla niej szansa, ale nie mogła znów go okłamywać. Podniosła głowę i szybko pocałowała jego rozwarte w szoku usta, by zatrzeć to co niedopowiedziane. Próbowała być silna, ale wobec jego szklących się źrenic nie potrafiła stłumić w sobie łez. Wpatrywała się w jego spiętą twarz, drżącą dłonią badając dokładnie jej rysy. Z gorzką satysfakcją odkryła, że po rozczarowaniu  nie było już śladu, zastąpił go ból spowodowany tą nagłą informacją. I coś jeszcze. Coś, czego obawiała się najbardziej i czego nigdy nie chciała dostrzec w niczyich źrenicach. Zwłaszcza w jego.  
Współczucie i litość.
- Nie patrz tak na mnie – podniosła głos zirytowana, zwiększając między nimi przestrzeń do kilku centymetrów. Wyciągnął rękę w jej kierunku, ale uchyliła się nieznacznie i dłoń musnęła zaledwie skrawek bluzy. Westchnął głośno jakby chciał, by wraz z powietrzem ulotnił się cały szok jaki w nim tkwił, a z kolejnym wdechem zebrać w sobie resztki sił. Zrezygnowany pochylił się opierając dłonie na kolanach i zanurzył palce we włosach.
- Nie jestem z kamienia, do cholery! Każdy normalny człowiek byłby tym poruszony…
I w tym momencie powinien skończyć, ale jakiś impuls popchnął go dalej.
- Kocham cię, Lucy.
         Skomponowanie tych słów razem ze współczuciem odbijającym się w jego spojrzeniu, spotęgowało w niej złość. To był najmniej odpowiedni moment na takie wyznanie, choć kierowały nim zupełnie inne pobudki niż te, o które go w tej chwili podejrzewała. To była tylko kwestia czasu, kiedy usłyszałaby te słowa z jego ust. To nie jej dzisiejsze wyznanie go sprowokowało, bo od samego rana główkował w jaki sposób jej to powiedzieć. Mały bilecik doczepiony do kwiatów, które zapomniane leżały na jednym z foteli, potwierdzał te słowa. O tym jednak miała przekonać się dopiero następnego ranka, gdy przeczyta ową karteczkę. Teraz jednak błędnie założyła iż myli miłość ze współczuciem.
- Nie potrzebuję Twojej pieprzonej litości! – impulsywnie wyskoczyła w górę, oplatając się dłońmi, gdyż bez jego dotyku poczuła nagły chłód. Wierzchem dłoni otarła łzy z policzków, ale to było niczym syzyfowa praca, bo zaraz pojawiały się następne.
- To czego, do diabła, ode mnie chcesz?
           Przez moment milczała. I kiedy już myślał, że nie doczeka się od niej żadnej odpowiedzi uklękła przy nim. Unikała kontaktu wzrokowego, skupiając uwagę na medalu, który wciąż lśnił na piersi Słoweńca przypominając obojgu jak szczęśliwi byli jeszcze niespełna dobę temu. Dla Jurija to jak wydarzenie z odległej galaktyki, bo w tej chwili liczyła się tylko Lucy. Sukces nie smakował już tak dobrze, kiedy nie mogła się z nim cieszyć. Owszem, wiedział że była z niego dumna, ale jej choroba kładła się cieniem na wygranej, a uczucie triumfu miało w sobie cząstkę goryczy. Pozwolił, by zdjęła krążek z szyi i odłożyła go delikatnie na szafkę. W tej chwili nie był mu do niczego potrzebny, mało tego nie zawahałby się ani minuty by wymienić go za zdrowie swojej dziewczyny. Niestety nie można wchodzić w interesy z życiem, ono ofiarowuje nam siebie a my nie mamy niczego cenniejszego. Koniec końców i tak zawsze zostaniemy z niczym.
– Chcę Ciebie – szepnęła patrząc mu głęboko w oczy. – jesteś jedyną osobą, przy której zapominam o chorobie. Przy tobie jestem szczęśliwa….
         Sekundę później musnęła jego usta. Tylko chwilę czekała na jego reakcję, bo kiedy pociągnął ją ku sobie wtapiając się w miękkie usta wiedziała już, że zrozumiał jej intencje. Oplotła dłonie na karku ukochanego i pozwoliła by jego ciepłe dłonie odnalazły drogę wzdłuż kręgosłupa, po którym przeszył ją przyjemny dreszcz.
- Spraw, abym zapomniała…- szepnęła tuż przy jego wargach, otulając go oddechem.
                     Tej nocy spełnił tę prośbę. Jeszcze zanim zasnęła w jego ramionach ponownie usłyszała słowa miłości.   I wtedy już nie bała się odpowiedzieć tym samym i uwierzyć w ich moc. 

~.........~
Publikuje zanim się rozmyślę. Nie całkiem wyszło tak jak chciałam, ale nic lepszego nie wymyślę, a pora się zwijać z tym opowiadaniem. Powoli robi się banalnie, jednak wciąż mam nadzieje, że was zaskoczę :-)
                                                 Dzisiejszy rozdział sponsoruje Peter :D

 Czy was też już dopadła depresja posezonowa? :-( 

Asiu, spóźnione ale szczere życzenia wszystkiego co najlepsze :-)

32 komentarze:

  1. O, nie! Trafiłam. O kilku rozdziałów przeczuwałam, że to nie będzie szczęśliwa bajka. Po raz pierwszy pomyślałam, że jest śmiertelnie chora gdy rozmawiała z tą swoją małą przyjaciółką i mogliśmy usłyszeć, że tylko jedna z nich wygra. Później różne szczegóły zaczęły mi się składać w całość, ale ciągle miałam nadzieję, że nie mam racji. Ale po słowach trenera była już pewna. Ech.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam to czytelnicze uczucie, kiedy jednocześnie cieszysz się, że trafiłaś z teorią ale też chciałabyś się mylić.
      Idealnie zgrałaś wszelkie wskazówki w całość. Gratuluje :-)
      Potwierdzam, to nie będzie szczęśliwa bajka.

      Usuń
  2. Po tym rozdziale mam takie uczucia, że nawet nie wiem czy zdołam cokolwiek teraz napisać.
    Czyli jednak białaczka…Może zacznę od tego, że spodziewałam się właśnie Jurija w tej łazience, ba.. ja byłam nawet pewna że to będzie on. I już zaczynałam myśleć, że ona nie powie mu o swojej chorobie bo będzie za bardzo się bała ale jednak. Wyznała mu to, co momentalnie przewróciło jego życie do góry nogami. Zamiast się cieszyć z tego medalu, po prostu wolał być przy Lucy i przy nieszczęściu jakie ją spotkało. I te wyznanie.. normalnie myślałam pod koniec, że się rozpłacze jak jakaś małolata, ale ten rozdział wywarł na mnie tak wielkie wrażenie, że aż zapiera mi dech w piersiach.
    I jeszcze te słowa, że nie potrzebuje jego litości. Wyobrażam sobie, jak trudna musiała być to dla nich rozmowa. A on…zachował się jak prawdziwy mężczyzna. Nie przestraszył się, nie uciekł. Został z nią, bo jak powiedział – kocha ją- i spełnił jej życzenie. By zapomniała o wszystkim…
    Dziękuję Ci za ten rozdział, bo jest po prostu fantastyczny. Może smutny, ale przepiękny.
    Pozdrawiam ;***
    Depresja jest, ale zdjęcie chociaż na chwilę poprawia humor ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten rozdział przechodził przez różne etapy, najpierw miał to być Robert, później Peter. Ostatni pojawił się Jurij, bo stwierdziłam, że nie ma sensu tego dłużej przeciągać. Trzeba się zwijać z tą historią. Ciesze się, że podoba ci się ten rozdział, starałam się ze wszystkich sił, aby napisać go dość emocjonalnie. Dobrze wiedzieć, że w kimś wzbudzał takie emocje :-)
      Dziękuje za miłe słowa.

      Usuń
  3. Tak bardzo chciałam się mylić, tak bardzo, że czytając początek tego rozdziału dalej miałam nadzieję. A potem wszystko pękło jak bańka mydlana. Wystarczyły dwa słowa Lucy. To, że nie potrzebuje litości jest całkowitą prawdą. Pewnie po części dlatego nie powiedziała prawdy- chciała żyć normalnie, choć to określenie może nie jest odpowiednie. Chciała zapomnieć, a Jurij przez to jak się zachował dał jej taką możliwość.
    I... cholera. To wszystko jest takie niesprawiedliwe.
    Buziaki :*
    Ps: Depresja posezonowa jest, ale można się do niej przyzwyczaić, skoro pojawia się co roku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponoć nadzieja umiera ostatnia. Hmm, to nawet pasuje do tego opowiadania.
      Dokładnie o to chodziło Lucy, żyć bez współczucia ze strony innych, bo wtedy nie ma się pewności co do gestów i słów ludzi wokół.
      Niesprawiedliwe owszem, jak w życiu :-(
      Niby co roku tak samo, ale zawsze ciężko się przestawić na weekend bez skoków :-(

      Usuń
  4. Rozpływam się nad tym pięknym rozdziałem.
    Smutny ale jakże pięknym rozdziałem.
    To, że coś jest nie tak z Lucy podejrzewałam i nie ukrywam, że bardziej podejrzewałam narkotyki niż białaczkę :)
    Ale to jak się zachował Jurij to normalnie jedno wielkie awww <3 Czuję się rozczulona i mam ochotę się do niego tulić. Się chłop postarał i cieszę się, że Lucy zapomniała przez chwilę o chorobie, litości i współczuciu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się rumienię. Naprawdę, dziękuje za te miłe słowa :-)
      Czyli udało mi się Cię zaskoczyć, to dobrze. Liczę na to, że uda mi się jeszcze raz.
      Zbiorowe tulenie Jurija?! :D

      Usuń
  5. Całe szczęście, ale nie mam czasu na godne przeżywanie depresji posezonowej i na tą chwilę tylko pobieżnie zauważam, że jest, istnieje i ma się dobrze. Szczęście w nieszczęściu, doprawdy.
    Czyli jednak nie narkotyki, ale leki. I nie podejmę się oceny tego, która z ewentualności byłaby lepsza. To jest chyba taka sytuacja, w której są dwa warianty - zły i drugi zły, bo nie można nawet powiedzieć, że gorszy.
    No i co teraz? Mamy dwójkę kochających się ludzi i mamy też śmiertelną chorobę, która jakoś nie współgra z całym tym pięknym obrazkiem...
    Pozdrawiam.
    [lucky--loser]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, jedno i drugie to bagno.
      Śmiertelna choroba nigdy dobrze nie współgra z miłością, niestety, Ktoś będzie musiał przegrać tę walkę, ale o tym dopiero na końcu. Mam nadzieje, że w jakimś stopniu zaskoczę.
      Szczęściara, chociaż w tym jedynym brak czasu jest sprzymierzeńcem :D
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  6. Białaczka... Ta historia nie może się tak skończyć...
    To wydaje się takie niesprawiedliwe.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, niesprawiedliwe - jak w życiu :-(

      Usuń
  7. Białaczka... O kurde... Dobrze wiedziałam, że to choroba, chociaż liczyłam, że jednak jakaś uleczalna, że jednak ona się wyleczy... Jakoś. Jurij niezwykle dobrze zareagował. Po pierwszej reakcji - strzykawka i te sprawy - standardowo: ćpunka. Już widzę jego myśli: zakochałem się w ćpunce, co ja najlepszego zrobiłem, zrujnuję sobie życie jak ktoś się dowie. Czy coś. Ale na szczęście Lucy się wzięła i mu powiedziała o chorobie. Dobrze, teraz nie ma już tej tajemnicy między nimi. I mam nadzieję, że mimo wszystko będą razem szczęśliwi, choćby do końca jej dni... I mnie kurde w sumie teraz zaskoczysz, tak zaskoczysz, jeśli jej nie uśmiercisz w tym opowiadaniu. Bo już się oswajam z tą myślą... Kurde. Tak mi smutno, tak mi źle teraz.
    Cały rozdział taki nostalgiczny, uczuciowy, a pod rozdziałem... Peter! Jeny, padłam jak zobaczyłam to zdjecie. Z kim on jest na tym zdjęciu? ;o O, i to zdjęcie przypomniało mi, że chyba nie do końca nam wytłumaczyłaś relację między nim a Anją Tepes? Mam nadzieję, że choć na chwilę ich wątek znowu się pokaże ;)
    Pozdrawiam, życzę weny, mocno ściskam! :) xoxo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam się szczerze, że białaczka to dość oklepane rozwiązanie. Ale nie bardzo odpowiadało mi szperanie w poszukiwaniu innych śmiertelnych chorób (człowiek się tyle naczyta, że aż głowa boli) wiec poszłam na skróty. Tylko ten jeden raz.
      Jurij miał mniej więcej te same myśli, kiedy nakrył Lucy. Dobrze o nim świadczy sposób w jaki się zachował, kiedy już powiedziała mu prawdę. Niby nie ma tajemnicy, ale jest coś gorszego, prawda. Mogę zdradzić, że będą walczyć razem :-) Mam taki plan, by was zaskoczyć, ale nie zdradzę w jaki sposób :D
      Na razie skupiłam się na wątku Lucy-Jurij, ale może nieco rozwinę ten drugi, to będzie taki zapchaj dziura ;-)
      Ja też padłam jak pierwszy raz zobaczyłam to zdjęcie. Drugiego osobnika nie bardzo kojarzę, a nie chcę zgadywać, biorąc pod uwagę moje zdolności w tej kwestii (kiedyś pomyliłam Schustera z jakimś skoczkiem przedwojennym, wiec lepiej zamilknę)
      Pozdrawiam równie ciepło.

      Usuń
    2. ahhahahahaha, Schustera z przedwojennym skoczkiem hyyhhyhyhy :D
      Będą walczyć razem, oł jea, tak się cieszę! <3 Dobrze, że Jurij jej nie zostawi z powodu choroby, ja zawsze wiedziałam, że Tepes to dobry chłopak!
      Już się boję jak nas pragniesz zaskoczyć... może obędzie sie bez tragedii? :D

      Usuń
    3. Ty się nie bój, w końcu to tylko opowiadanie. A element zaskoczenia musi być, zwłaszcza teraz gdy już wszystko jest jasne. Choroba Lucy z pewnością nie odgrodzi od nie Jurija, myślę że nawet jeszcze bardziej ich zbliży. Przynajmniej taki mój ambitny plan :-)
      Zagadki typu zgadnij kto to, nigdy nie były moją mocną stroną. Niestety :-(

      Usuń
  8. Jurij to ideał (no, prawie) mężczyzny w tym rozdziale. Został przy Lucy mimo początkowego nieporozumienia. W całym smutku i goryczy tego rozdziału tylko końcówka ma w sobie coś z takiej słodko-gorzkiej radości, resztki nadziei.
    I tylko nie chcę sobie wyobrażać cierpienia Jurija, jeśli... jeśli to wszystko miałoby się skończyć. A miał się im nie kurczyć świat...
    Choć już tak trudno wierzyć w happy end, to mam jeszcze nadzieję, że sprawiedliwości stanie się zadość i będą razem szczęśliwi.
    Pozdrawiam ;)
    PS zapraszam do mnie w wolnej chwili ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie zaczynam się obawiać, że zrobiłam z niego zbyt idealnego chłopaka. Chyba musi zrobić coś złego, trzeba się nad tym zastanowić. Słodko-gorzki smak - dokładnie taki nosi tytuł bloga :D
      Nadzieja umiera ostatnia, ja mam nadzieje, że na koniec was jednak zaskoczę. Happy end, chyba trzeba go poszukać gdzie indziej, niestety.

      Usuń
  9. Czyli dobrze ostatnio obstawiłam i w pomieszczeniu pojawił się Jurij. Tajemnica rozwiązana ... Lucy jest chora. Chociaż w sumie wolałabym dalej o tym nie wiedzieć :| I pewnie on też. Ale wspaniale się zachował. Są osoby, które na samą tą wiadomość uciekłyby gdzie pieprz rośnie, ze zwykłego strachu czy szoku. A on został przy niej. Na pewno wolałby w innych okolicznościach wyznać jej miłość, chociaż najważniejszy jest fakt że Lucy w to uwierzyła :) Nie mogę sobie wyobrazić aby ten rozdział mógłby być lepszy ... dla mnie jest idealny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już wspomniałam wyżej, Jurij pojawił się łazience w miarę moich przemyśleń. Stwierdziłam, że w ten sposób najłatwiej przyśpieszę akcję, a na tym mi właśnie zależało.
      Zachował się jak na prawdziwego faceta przystało, idealnie. Chociaż początek tego nie zapowiadał, prawda. No ale każdy na jego miejscu, pewnie pomyślał by tak samo o Lucy.
      Dziękuje :-)

      Usuń
  10. Rozdział sponsorowany przez Petera musi być świetny. No i to się zgadza.
    Ale strasznie trudne się to wszystko robi. Jurij w totalnym szoku, Lucy zdenerwowana, pogodzona z losem, zirytowana jego wyznaniami. Fakt, można pomylić litość z miłością, ale tu Jurij wyraźnie przyznał sam przed sobą, że tak przecież nie było w jego przypadku.
    Kurde, daj im szczęście, dobra?
    buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ oni już mają szczęście, są i będą razem ... przez czas jakiś.
      Najważniejsze, że i Lucy uwierzyła w słowa Jurija. To z pewnością znacznie pomoże jej w walce, ale też sprawi trudności, bo rozstania zawsze są trudne :-(
      Pozdrawiam :-)

      Usuń
    2. To ma mnie zadowolić? Że już mają szczęście i że będą je mieć jeszcze przez jakiś czas? Kochanie, dla mnie to zbyt za malutko :)

      Usuń
    3. Wiesz, niektórzy przez całe życie nie doświadczą tego co łączy ową dwójkę.Więc niech nie narzekają.
      Zresztą Lucy i Jurij w pełni to doceniają :D

      Usuń
    4. być może. Ale ja się i tak buntuję.

      Usuń
    5. Masz pełne prawo do tego :D

      Usuń
  11. Hej, ja jestem Asia (choć rzadko kiedy występuję pod swoim prawdziwym imieniem, chyba że w moim opowiadaniu) i miałam niedawno urodziny (lepiej nie mówić głośno które) więc pozwól, że sobie przywłaszczę te życzenia i powiem: Dziękuję :*
    Przechodząc natomiast do rozdziału, to powiem, że się nie spodziewałam tego. To znaczy spodziewałam się niestety tego wszystkiego, czego dowiedzieliśmy się w tym rozdziale, ale jeszcze nie teraz i nie tak. Obstawiałam chyba wszystkich Słoweńców, a w szczególności Jakę albo Bobbiego, jako tych, którzy weszli do tej łazienki, ale nie Jurija. Nie wiem czemu, ale nie spodziewałam się, że się już dowie. Może głownie dlatego, że zdecydowanie mi się nie podobają te słowa pod rozdziałem - pora się zwijać z tym opowiadaniem - a tak się obawiałam, że odkrycie prawdy przez Jurija będzie oznaczało drogę ku końcowi. Mam jednak nadzieję, że ta droga będzie bardzo, bardzo długa i Jurij jeszcze nieraz zachowa się tak wspaniale i dorośle, jak w tym rozdziale. I mimo wszystko stwierdzam, że nawet w pierwszej scenie jego zachowanie było jak najbardziej na miejscu, biorąc pod uwagę to, co musiał sobie pomyśleć. Zapewne nawet by sobie nie zdawał z tego sprawy, ale gdyby Lucy naprawdę ćpała, to to co zrobił byłoby znacznie bardziej odpowiednie, niż wrzaski, krzyki i bluzgi, którymi zarzuciłaby ją zapewne większość osób na jego miejscu. Tylko że ćpunowi nie da się przemówić wrzaskami ani obelgami do rozsądku.
    No ale tutaj przecież nie mamy do czynienia z narkomanką tylko ze śmiertelnie chorą dziewczyną i chyba w tej jednej chwili, kiedy ona wypowiedziała te dwa słowa, to Jurij chyba miał pełne prawo pożałować, że jednak jego pierwsza myśl nie była prawdziwa, ale zachował się na prawdę wspaniale i tym samym udowodnił, że naprawdę zależy mu na dziewczynie. Przestraszył się, owszem, ale tak po ludzku, tak jak każdy by się przestraszył - a może przestraszył się to złe słowo, poczuł się oszukany ale nie przez Lucy tylko przez okrutny los - ale zrozumiał, że najważniejsze, to być przy niej. Przejść z nią przez to wszystko i być przy niej, nawet jeśli ich wspólna droga za długa nie będzie. Jurij wielkie brawa za postawę, naprawdę zaimponowałeś mi ogromnie.
    Lucy i jej złości oraz obawie o jego litość się nie dziwię. Już wcześniej pisałam, że rozumiem ją w kwestii tego, że mu nie chce wyznać prawdy, bo boi się, że zamiast uczuć będzie kierować nim litość i współczucie. No i w pierwszej chwili ona tak pomyślała, wściekła się, że wyznał jej miłość w takich okolicznościach, ale na szczęście obydwoje potrafili odnaleźć furtkę, która wyciągnęła ich z nadciągającej kłótni, przykrych słów i być może bardzo bolesnego rozstania, a w zamian za to, zaprowadziła gdzieś, gdzie nie było bólu tylko szczęście. Gdzie nie było myśli o śmieci, tylko o bieżącej chwili. Cieszę się, że tak się to potoczyło, bo udowodnili, że są gotowi na tę wyjątkowo trudną miłość, że faktycznie te jego słowa były kierowane sercem, a przecież i ona odpowiedziała mu w końcu tym samym. Eh, dlaczego nie mogą być po prostu szczęśliwi, dlaczego ta historia po cichutku podpowiada, że nie może się zakończyć 'i żyli długo i szczęśliwie'?? Mam nadzieję, że choć to 'krótko' będzie dla Lucy szczęśliwe, że Jurij pomoże jej przez to wszystko przejść, że nie przestanie być takim bohaterem, jak w tym rozdziale.
    Na koniec dodam jeszcze - ponieważ nie udało mi się skomentować poprzedniego rozdziału - że tak podejrzewałam, że panem od czekoladek będzie ktoś inny niż Jurij i tak po cichu typowałam Jakę. Tepes pokazał, że nie ma w zwyczaju owijać w bawełnę i robić podchodów, a Jace jak najbardziej pasuje rola takiego cichego wielbiciela.
    Cudowny rozdział, po prostu cudowny. Bardzo smutny, ale zarazem pokazujący, że rycerze w lśniących zbrojach wciąż stąpają po tej ziemi.
    A Peter rozwala system tym zdjęciem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sezon się skończył, Soczi już prawie zapomniane więc i tutaj najwyższa pora się żegnać. Spokojnie, jeszcze jakieś dwa, przy dobrych wiatrach trzy rozdziały. Dlatego przyspieszyłam nieco akcję, co prawda Jurij miał dowiedzieć się o wszystkim znacznie później, właściwie to już w ostateczności. Ale tak jak mówię, rozdział przeszedł wielką ewolucję i ostatecznie zwyciężyła ta opcja.
      Chyba tą swoją reakcją Jurij najlepiej udowodnił, że to co czuje do Lucy to coś głębokiego i prawdziwego z jego strony. I taki właśnie był plan. Ciesze się, że urósł do rangi bohatera, chociaż w pewnym momencie obawiałam się, że za bardzo go wyidealizowałam.
      Idealnie rozszyfrowałaś charakter Jaki i Jurija, z nich dwóch tylko jeden przechodzi do konkretów, a drugi bawi się w podchody. Może to kwestia wieku :D

      Gdybym wiedziała, że miałaś urodzinki, to najpewniej ten rozdział byłby dedykowany również i tobie.
      Pozdrawiam serdecznie :-)

      Usuń
  12. Mnie również dopadła, bo weekendy bez skoków są dziwne, niestety...:( Ale trzeba dać radę i wytrzymać ;)
    I wielka tajemnica została rozwiązana. Obstawiałam właśnie te dwie opcje. Albo choroba, albo narkotyki. I w sumie sama już nie wiem, która z tych opcji jest gorsza...Tak strasznie jest mi szkoda Lucy. Jest młoda, ma całe życie przed sobą, odnalazła miłość, a musi się zmagać z białaczką. To takie niesprawiedliwe...
    Tak myślałam, że to Jurij się pojawił. W sumie nie dziwię się jego myślom- pewnie każdy na jego miejscu pomyślałby o tym samym. Jednak podoba mi się jego postawa. Nie uciekł, tylko pozostał przy niej, wysłuchał...I dał jej to, czego najbardziej chciała, czyli siebie...
    Smutny ten rozdział, ale niestety takie sytuacje w życiu się zdarzają :(
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie jakiś taki dziwny ten weekend, bez skoków :-(
      Masz rację, żadna z tych dwóch opcji nie byłaby mile widziana i każdy niesie za sobą bolesne konsekwencje. Niesprawiedliwe - jak życie.
      Jurij pojawił się w łazience jako ostatni, ale widać że decyzja była dobra. I jego postawa też była jak najbardziej odpowiednia wobec sytuacji, z jaką musiał się zmierzyć. A teraz będą już mierzyć się z tym razem. Zawsze to trochę raźniej.

      Usuń
  13. zdecydowanie cierpię na syndrom utraty motywacji do życia po zakończeniu sezonu, naprawdę!
    a rozdział.. wiesz, że nie spodziewałam się takiego obrotu spraw? Sądziłam, ze jak mu powie, to on zacznie na nią wrzeszczeć, że czemu nie powiedziała mu wcześniej, że będzie zły, że nie będzie chciał z nią rozmawiać... ona go ot tak pocałowała, i jakoś tak rozeszło się po kościach :D
    I dobrze.
    Zrozumiał ją.
    ufff
    Czekam na nowość :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nerwy nic by tutaj nie pomogły. Może za bardzo go zaskoczyła i nie zdążył nawet się zezłościć, bo już zaczął się o nią martwić. Chociaż prawdziwy Jurij zareagował by inaczej, biorąc pod uwagę jego maltretowanie barierek po nieudanym skoku :D
      Koniec sezonu dołuje niemiłosiernie :-(
      Pozdrawiam

      Usuń